Pociąg 12243 obsługiwany jest zasadniczo przez skład wagonów piętrowych z lokomotywą, jedynie dziś wyjątkowo składa się z jednostek. Jutro będzie zamknięcie toru na szlaku Warka - Grabów nad Pilicą i wszystkie obiegi składów są pozmieniane. Jadę w planie „piętrusa", zatem przez Centralną. Jedna z nielicznych okazji do jazdy po torach dalekobieżnych. Most, hamowanie kontrolne - i miła niespodzianka: hamulec „bierze" równiutko na obu jednostkach a do tego klocki piszczą ocierając sięo koła. To jeden z moich ulubionych odgłosów kolei. Może być fajnie! Zamieszanie przy wyjeździe z Grochowa odchodzi w niepamięć, ważne jest „tu i teraz". Na Centralnej zatrzymuję się z piskiem, jak za dawnych lat. Co prawda dwie EN57 to nie to samo co piętnaście pulmanów, ale megafonowe komunikaty udało się nieco zagłuszyć...
Ruszyłem z Zachodniej, rozjazdy kierują mnie w tor 1R. Na wysokości budynku podstacji odzywa się alarm w radiotelefonie. Stoimy. Lawina wywołań, rozmowy nakładają się jedne na drugie, trudno coś zrozumieć. Na węźle warszawskim często tak bywa. Wreszcie mogę się wcisnąć:
- Zachodnia dalekobieżna, 12243 odebrał alarm, czy są jakieś wiadomości na ten temat?
- Nie ma przeszkód, można jechać dalej.
- Zrozumiałem, dziękuję.
No to jedziemy.
Okęcie „trzyma" pod wjazdem, krzyżujemy pociąg z przeciwka. Korzystam z nieplanowego postoju i otwieram boczne okno. Na opadłych liściach szeleści mżawka. Wieczór jest zamglony i jak na tę porę roku ciepły. Przybrane w opalizującą aureolę światło semafora wysyła przed siebie wąski stożek czerwieni stopniowo niknący w ciemności i mgle. Stoję w oknie i wchłaniam w siebie to niesamowite „coś" - połączenie widoku, zapachu, odgłosów i jakiejś nieokreślonej nostalgii w jeden przedziwny, nieopisywalny słowami koktajl...
Parzysty osobowy przejechał, zaraz też sroga czerwień zmieniła się w zielono-pomarańczową radość - sygnał S10. Jedziemy.
Szkoda że semafor nie był kształtowy...
Mżawka znaczy na przedniej szybie swoje drobniusieńkie cętki, mgła to gęstnieje, to rzednie... Tylko noc jest wciąż jednakowo ciemna. Do Radomia bez wydarzeń. Jednostki przechodzą na pociąg 6027 do Skarżyska, ja idę na tor 9 gdzie przyjmuję EN57-1593 i EN57-1742. To będzie pociąg 21220 do Warszawy Wschodniej. 3.18 z Radomia. Mżawka przestała padać, mgła zrzedła. Sobota, więc podróżnych mało, postoje na przystankach krótkie, trzeba uważać żeby nie zrobiło się „przed czasem". Jazda idzie planowo i spokojnie. Tak już do samego końca.
Zostałem odwołany z urlopu. Kilku starszych kolegów „odpadło" na badaniach okresowych i zrobiło się za mało ludzi do pracy. Zamiast miesiąca - odpoczywałem tylko dziewiętnaście dni. Dwudziestego września wieczorem trzeba znów zasiąść za nastawnikiem. Na początek przypadł mi pociąg 241 do Skierniewic. Ostatni wieczorny pociąg - zdarzają się nieprzewidziane „atrakcje" związane z nadmiernym temperamentem niektórych podróżnych... Nocą z niedzieli na poniedziałek zazwyczaj jest spokojnie, ale w Skierniewicach było dziś Święto Owoców, Warzyw i Kwiatów. Świętowanie w Polsce jest niestety nieodłącznie związane z pijaństwem - ciekawe jak będzie wyglądał kilkugodzinny nocny postój... Pan Tadeusz, którego zmieniam, jest właśnie mieszkańcem Skierniewic, zatem szybko poruszam nurtujący mnie temat skierniewickiego święta. Okazuje się, że było zupełnie spokojnie a na rynek, gdzie odbywały się główne obchody, nie można było wnosić żadnego alkoholu. Może więc obejdzie się bez awantur...
Planowo i bez problemów docieram o 0.02 do Skierniewic. Świętowanie już ucichło, muzycznych łomotów ani pijackich wrzasków nie słychać. W torach postojowych krząta się patrol SOK. Po drugiej stronie torów głównych ciemna, śpiąca parowozownia i zgromadzony na jej terenie zabytkowy tabor. Jest zwyczajnie, tak jak zawsze. Może nic złego się nie zdarzy...
Około trzeciej dwadzieścia na pulpicie zapala się „choinka" lampek kontrolnych. Zanik napięcia w sieci? Nie, pierwsza jednostka - EN57-204 - pracuje normalnie, wyłączyła się tylko druga - EN57-1682. Czyżby coś z przetwornicą? Kilka razy próbuję uruchamiać - nic z tego, na 1682 działa nadmiarowy przetwornicy. Nie ma rady, trzeba zrobić przeniesienie napięcia. Zupełnie rutynowa czynność - jedna przetwornica będzie zasilać baterie i obwody sterowania na obu jednostkach. Do tego przełączyć oświetlenie pociągu na awaryjne i odłączyć uszkodzoną przetwornicę od sterowania wielokrotnego. Czynności w szafce niskiego napięcia są praktycznie odruchowe - drugi pakietowy z lewej w górnym rzędzie, pierwszy z prawej w dolnym: trach, trach - i po sprawie. Aha, sprężarkę też trzeba odłączyć, po co ma stycznik „chlapać" na próżno, skoro i tak przetwornica nie da napięcia... Więc jeszcze jedno „trach" - pierwszy z prawej w górnym rzędzie. Odwracam się żeby wyjść z szafki - i głowa uderza o coś twardego i ostrego. A żeby cię... To ten cholerny radiator od diody zwrotnej baterii! Czuję że z uderzonego miejsca zaczyna płynąć kropla... Szybko sięgam po chusteczkę, która przyłożona do skroni robi się czerwona. No ładnie... Przeglądam się w lusterku. Walnąłem się w prawe zakole skroniowe. Dwadzieścia lat temu to miejsce było ukryte w gąszczu włosów, dziś to już „otwarta przestrzeń". Trochę będzie widać... Po piętnastu minutach udało się zatamować krwawienie. Nawet nie nabiłem sobie guza...
Teraz 180 kilometrów jazdy „na jedną przetwornicę" - ze Skierniewic do Pilawy i z Pilawy do Warszawy Zachodniej. Na jedną przetwornicę - zatem również na jedną sprężarkę. Skład jest szczelny, nie powinno być problemów. Jednak jeden się znalazł - na wyjeździe z Grodziska Mazowieckiego pod izolatorem sekcyjnym. Wahnięcie napięcia było na tyle duże, że wyłączyła się przetwornica statyczna na EN57-204. Musiało się to stać podczas pracy sprężarki, bo przetwornica się zresetowała a sprężarka nie. Dojeżdżam do Milanówka i zauważam że powietrza jest już poniżej sześciu atmosfer. Wyłączyć sprężarkę na pulpicie, policzyć do dziesięciu i załączyć ponownie. Taki stary indiański sposób na nowe sprężarki śrubowe. Pomogło.
Po skończonej służbie jeszcze kilkanaście minut na wypełnienie arkusza samooceny i rozmowę oceniającą - i można wracać do domu. Kolejowy młynek zaczął się kręcić na nowo.
sobota, 21 listopada 2009
Licznik odwiedzin: 144072
| « listopad » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | ||||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...
Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com