Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Od 1%" BORDER="0"

Zdjęcia w galeriach.


"Dać na kontakt"...

wtorek, 30 czerwca 2009 22:20

"Pasażerem" do Grodziska Mazowieckiego. Czwarta piętnaście z Zachodniej. Tylko że nie ma czym przyjechać do Warszawy na czwartą rano. Muszę więc jechać wieczorem poprzedniego dnia. Noc spędzę na taborze chociaż nikt mi za to nie zapłaci. To przysłowiowa "druga strona medalu" - nie raz i nie dwa dokłada się do kolei swój prywatny czas.

W Grodzisku jestem o 22.30. Idę na tabor - w torach postojowych stoją EN57-1698 i EN57-1814. Opuszczone, trzeba uruchamiać. Hebel baterii do góry, mała sprężarka w ruch. To samo na drugiej jednostce. Wracam do czołowej kabiny i swoim zwyczajem uruchamiam tabor z pulpitu. Pantografy do góry - po chwili na woltomierzu WN pojawia się wskazanie napięcia. Wyłącznik szybki - niestety, lampka nie gaśnie. Czyżby jeszcze za mało powietrza? Unikam zwierania PWR, ale chyba trzeba będzie to zrobić. Idę do szafki NN. W porządku, na manometrze 5 atmosfer. Próbuję załączyć WS naciskając przekaźnik PZWS - słychać że styki zamykają ale nie ma podtrzymania. Rzut oka na woltomierz baterii - skąpe 70 Volt. Tuś mi bratku - to jest zapewne przyczyna problemu. Trochę to dziwne że bateria aż tak się rozładowała, ale na razie nie nasuwają mi się żadne przypuszczenia. Zdarza się. Trzeba uruchomić drugą jednostkę i zrobić przeniesienie napięcia, wtedy ta pierwsza też powinna "pójść". Wizyta w drugiej szafce NN jest krótka i standardowa - wszystko uruchomiło się bez problemów. Teraz do kabiny - nastawnik na "0", rozrząd - i napięcie 110 V przenosi się między jednostkami przez przewód wielokrotny 15. Teraz także pierwsza jednostka uruchamia się jak należy. Obie przetwornice pracują, sprężarki też, można zaświecić oświetlenie pociągu, pozamykać szafki NN, zlikwidować przeniesienie napięcia, nastawić tablice kierunkowe i w ogóle wszystko dokładnie obejrzeć. Na niektórych ławkach i stolikach widać krople wody - w Warszawie przed wieczorem była burza. Widocznie nie wszystkim podróżnym chciało się zamykać okna... Zamykam bo w nocy może zacząć ponownie padać...

Noc jest upalna i duszna, chodzenie i skakanie z jednostki na jednostkę szybko skutkuje mokrą koszulą. Jeszcze tylko "dać na kontakt" i można będzie odpocząć...

Dać na kontakt. Żelazna zasada maszynistów - po uruchomieniu taboru albo po zmianie kabiny sterowniczej na moment włącza się pierwszą pozycję nastawnika jazdy żeby sprawdzić czy prawidłowo przesterują się nawrotniki i załączą styczniki liniowe. Prościej mówiąc - czy skład ruszy z miejsca i czy pojedzie w dobrym kierunku. Zatem kierunkowy na "N1", nastawnik na "P" - lecz znajomego szarpnięcia nie ma. Tylko pulpit robi się kolorowy od świecących lampek a napięcie w sieci trakcyjnej ginie. No to mamy następny problem. Napięcie po chwili wraca, trzeba teraz uruchomić jednostki pojedyńczo żeby sprawdzić na której jest zwarcie. Zatem ponowna wyprawa do szafek NN. Na pierwszej - 1814 - świeci lampka przekaźnika różnicowego. Idę na drugą - 1698. Tu żadne zabezpieczenia nie zadziałały. Uruchamiam ją i wracam do czołowej kabiny żeby ponownie "dać na kontakt". W porządku - 1698 pracuje bez zastrzeżeń. Zatem na 1814 "wali" któraś para silników. Otwieram szafę WN pod wagonem silnikowym i odłączam silniki 1-2. Rygluję szafę, pantografy do góry i wracam do kabiny zrobić "próbę ognia". Nastawnik na "P" - w porządku, tabor rusza z miejsca, żadne zabezpieczenia nie działają. Trafiłem za pierwszym razem, chociaż nie zawsze tak bywa. Mam nadzieję że więcej kłopotów już dziś nie będzie... Zaglądam do książek pokładowych - w obu zapis "Praca EZT bez usterek". Hm, nic się poprzednikowi nie działo i naraz ni z gruszki ni z pietruszki silniki "walą" z pierwszej pozycji? W tym momencie przypomina mi się rozładowana bateria - właśnie na 1814. Do Grodziska to była druga jednostka w kierunku jazdy. Czyżby... Mam nadzieję że się mylę. Czyżby poprzednikowi jednak działał przekaźnik różnicowy? Czyżby nie chciało mu się chodzić odblokowywać i "wlókł" jednostkę bez pracującej przetwornicy, za to z załączonym oświetleniem? Zjechał w postojowe, odblokował różnicowy, napisał "bez usterek", zabrał d... w troki i poszedł do domu? Mam nadzieję że się mylę.

Dawniej słowo mówione miało swoją oczywistą wartość. Kazimierz Pawlak z "Samych swoich" wiele razy powtarzał: "U mnie słowo droższe pieniędzy". Dziś wszystko musi być na piśmie - z datą, pieczątką, podpisem... A jeśli i temu nie będzie można wierzyć - to co wtedy?

komentarze (10) | dodaj komentarz

Czy jeszcze lubimy podróżować?

niedziela, 21 czerwca 2009 22:16

To pytanie zawitało do mnie w majowe, sobotnie popołudnie, kiedy wracałem z zapoznania szlaku do Pilawy przez Górę Kalwarię. Pociąg służbowy podążał przez drugorzędny, zapomniany świat z szybkością zaledwie 50 km na godzinę. Stanąłem w otwartym oknie wagonu - i natychmiast buchnęła we mnie cała masa rozmaitych doznań: wzrokowe, słuchowe, zapachowe, nostalgiczne, liryczne, emocjonalne...

 

Pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Umyta przedpołudniowym deszczem wiosenna zieleń kipiąc swą obfitością dostojnie przesuwa się przed oczami. Białe, puchate kłęby obłoków zdają się wisieć nieruchomo na soczyście intensywnym błękicie nieba - jakby podróżowały razem ze mną. Świat pozbawiony pośpiechu nabiera zupełnie innego "smaku" - staje się bardziej przyjazny...

 

Pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Można spojrzeć dokładniej na mijany właśnie dom i ocenić jego architekturę. Wydaje się że budujemy teraz estetyczniej - nie stawia się już koszmarnych, kwadratowych domów-pudełek, chociaż kiczowatość niektórych budynków - z ich wieżyczkami, kolumienkami i strzegącymi wejścia gipsowymi lwami - potrafi niestety zakłuć w oczy...

 

Pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Klekoczą luźne śruby stopowe, czasem odezwie się luźny podkład, koła nerwowo zastukają na miejscowych wytarciach szyn, płyty nawierzchni przejazdu drogowego na moment przygłuszą jednostajny łoskot...

 

Pięćdziesiąt kilometrów na godzinę. Z taką właśnie szybkością poruszały się niezapomniane "kurpiowskie strzały" czyli pociągi osobowe relacji Ostrołęka - Szczytno - Olsztyn Główny. Taka szybkość obowiązywała również na odcinku Mikołajki - Orzysz - Ełk, czyli na mojej starodawnej wakacyjnej trasie. Cztery wysłużone, oliwkowozielone pulmany serii Bhxzt prowadzone lokomotywą SP45. Czysty, jasny i pełen mocy ton silnika wibruje w uszach, odbija się od mijanych budynków, od ściany lasu, to znów na otwartej przestrzeni rozpościera się szeroko razem z łanami kłoszących się właśnie zbóż, każe wychylić się przez opuszczone "do oporu" okno wagonu i popatrzeć w przód - ku nieznanemu, ku rozpoczynającym się właśnie wakacjom które wraz z każdym mijanym słupkiem hektometrowym stają się bliższe... Bardzo trafnie oddał taką jazdę Władysław Broniewski:

 

Spójrz, rozchodnik i macierzanka

biegną - kto szybciej? -

aby pachnieć nam na przystankach

szczęściem i lipcem.

 

Wychyleni, jak z troski w radość,

z okna pociągu,

na to szczęście nie mamy rady:

w siebie nas wciąga.

 

Tajemniczo i niespodzianie,

w słońcu południa,

puste serce, tak jak mieszkanie,

radość zaludnia.

 

Cisza w sercu. Jakże ją łatwo

spłoszyć lub zatruć.

Weź tę chwilę w dłonie, jak światło,

osłoń od wiatru.

 

Czy zatem lubimy jeszcze podróżować?

 

No właśnie. Zamknięci w hermetycznych, klimatyzowanych wagonach nie mamy już tych odczuć o których pisał poeta. Coraz częściej czas podróży traktujemy jak czas stracony, chcąc jak najszybciej dostać się do celu. Może nie ma się co temu dziwić jeśli chodzi o codzienne dojazdy do pracy czy do szkoły, jednak podróże wakacyjno-urlopowo-wypoczynkowe powinny być moim zdaniem źródłem bardziej pozytywnych emocji. Powstało jakieś błędne koło - większa szybkość wymusza takie a nie inne konstrukcje wagonów w których czujemy się coraz bardziej odcięci od bodźców z otoczenia i pragniemy jeszcze szybciej docierać do celu bo to oznacza szybszy powrót do kontaktu z otoczeniem. Niemożność szybszego dotarcia do celu powoduje frustrację, stajemy się coraz bardziej zgryźliwi, nastawieni roszczeniowo, kłótliwi. Gdzie się podziały te dawne podróże na korytarzu, noce wśród sterty plecaków, ćmy i komary krążące wokół wagonowych żarówek i odpędzane palonymi raz po raz papierosami, "Córka grabarza" czy "Kapitańskie tango" wyśpiewywane do upadłego przy leciutko rozstrojonej gitarze, spanie "pokotem" na podłodze przedsionka wagonu. Wtedy wszystko było jakieś takie inne, prostsze. Raczej nic nikomu nie przeszkadzało. Nawet Olsztyn Główny w środku nocy był inny - bo przyjeżdżał osobowy z Warszawy do Ełku przez Pisz i krzyżował się z nieśmiertelnym "włóczęgą północy" - 2511 z Lublina do Gdyni. Nie było zamykanych na noc poczekalni, nie było porośniętych zielem wymarłych peronów. Wszędzie kipiało życie - dniem i nocą. I to wszystko za tej okropnej, parszywej komuny...

 

Czy zatem lubimy jeszcze podróżować?

 

komentarze (13) | dodaj komentarz

"Za stodołami"

czwartek, 11 czerwca 2009 23:06

Tak na Odolanach nazywaliśmy linię ze Skierniewic przez Pilawę do Łukowa. Blisko Warszawy, ale zupełnie inny, dalece prowincjonalny świat. Świat uśpionych w błogim bezruchu stacji, przystanków o żwirowych peronach porośniętych prawie w całości trawą wśród której kwitną rozmaite polne kwiaty, świat łąk, moczarów, torfowisk, pastwisk, pól... Wydaje się że nawet czas biegnie tu wolniej. Nie słychać tu wycia silników trakcyjnych gnającego pełną szybkością elektrowozu, nie słychać szaleńczego łoskotu zestawów kołowych zamieniającego się stopniowo w cichnący coraz bardziej szum, potem szelest, wreszcie w ciszę... Nie umykają w popłochu mijane co chwilę semafory i tarcze ostrzegawcze. Poczciwa EU07 mruczy monotonnym barytonem posuwając się rozkładowe 70 km/godz. Czasem tylko 50 lub zaledwie 30 - zawsze było tu sporo ograniczeń. Nastawnik na "szeregu", nad nim kiwa się moja głowa (spanie w Poznaniu było stanowczo za krótkie), w lustrach wstecznych kiwa się dwanaście "stodół" kolei SŻD... Ósma rano, słońce w twarz a do zmiany w Pilawie ciągle tak daleko...

Tak mniej więcej wyglądała jazda "prawosławnym" pociągiem tranzytowym numer 71801. Cholernie ciężka to była służba - zwłaszcza ten ostatni, powolny odcinek. Potem przyszedł czas przemian i pociągi "prawosławne" zniknęły. Nie sądziłem że jeszcze zawitam na linię Skierniewice - Łuków...

 

Od pierwszego czerwca zostały uruchomione pociągi do Góry Kalwarii. Znów wjeżdżam na tereny znane sprzed lat. Majowa wyprawa na zapoznanie szlaku nie bardzo sprzyjała sentymentalnym zamyśleniom - spotkanie kilku maszynistów to natychmiastowy rejwach niczym w barze. Właściwie nie ma co się temu dziwić - każdy pracuje przecież osobno, więc jak już się spotkamy to pogadać trzeba. Dopiero samotność za nastawnikiem pozwala "wsiąknąć" w szlak, być z nim sam na sam...

W Czachówku Wschodnim nie ma już pociągu sieciowego. Nie ma także bazy pociągu układkowego, skąd będąc świeżo upieczonym pomocnikiem zabierałem skład próżnych platform do Łowicza Przedmieścia. Zamknięta została nastawnia wykonawcza CW1. Rozjazdy unieruchomione w położeniu "na wprost", semafory unieważnione krzyżami. Stacja jest obecnie posterunkiem odgałęźnym.

Szybkość rozkładowa na szlaku to dziś tylko 50 km/godz. Zarośla, zarośla i zarośla. Klekoczą luźne śruby stopowe, gdzieniegdzie zdarzają się wytarcia szyn poczynione przez elektrowozy prowadzące ciężkie pociągi towarowe.

W Górze Kalwarii wciąż leżą elementy do budowy tymczasowego mostu przez Wisłę. Nie ma natomiast budynku dworca - nieużywany pustostan spłonął kilka lat temu i został rozebrany. Za to peron został gruntownie odnowiony a właściwie zbudowany od nowa. Gospodarstwo służby drogowej istnieje nadal, tylko pogotowie szybkiej wymiany szyn przeniosło się do Pilawy.

 

W czwartkowy poranek czwartego czerwca przyprowadziłem do Góry zupełnie pusty pociąg, za to na podróż do Warszawy było chętnych 20 osób. Niektórzy pytali nawet kierownika o bilety miesięczne. W Czachówku Wschodnim wsiadło jeszcze 10 osób. Jak na czwarty dzień funkcjonowania połączenia - to według mnie całkiem obiecujący wynik.

 

W sobotę, szóstego czerwca znów wypadł mi pociąg do Góry. Tym razem po południu. Sobota - więc zapewne będzie mało podróżnych, bo i pora nie bardzo "wycieczkowa". Rzeczywiście - kilku hobbystów z aparatami, pani z dziećmi wracająca do Czarnego Lasu z wąskotorowej imprezy w Piasecznie - i to wszyscy. Za to pociąg składa się z dwóch jednostek. Musi tak być, bo według obiegu dalej przechodzi na Radom, potem jeszcze na coś i jeszcze... Może i do Góry Kalwarii przydadzą się w przyszłości dwie jednostki?

 

Za Piasecznem na pierwszej jednostce zaczyna się zawieszać wał kułakowy. Sterowanie raz jest, raz nie ma, w końcu ginie na amen. Pracuje tylko druga jednostka. Jedziemy "na telegram" - czas jazdy jest dłuższy niż w rozkładzie więc na razie nie ma problemu. W Górze jestem planowo. Jest trochę czasu, można tę uszkodzoną jednostkę częściowo naprawić. Sprowadzam wał do pierwszej pozycji i odłączam na listwie przewód 1. Jednostka będzie teraz pracować tylko na pierwszej pozycji nastawnika jazdy. Chodzi o to żeby pociąg cokolwiek szybciej ruszał z miejsca. Trzeba też zgłosić dyspozytorowi potrzebę zamiany - taki skład nie nadaje się na pociąg do Radomia. Trochę za daleko żeby "dydłać" praktycznie na jedną jednostkę...

W drodze powrotnej również pomógł mi "przyjaciel telegram" i wydłużone względem rozkładowych czasy jazdy. Zachodnia przetrzymała co prawda trzy minuty, ale to już nie moja wina. Na Wschodniej zmiana i koniec służby...

komentarze (9) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
2930     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...

O mnie

Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 18.03.2010 21:44:52
  • autor: hurghada35
  • treść: Ciekawy pomysł na b...

Statystyki

Odwiedziny: 256939
Wpisy
  • liczba: 150
  • komentarze: 784
Galerie
  • liczba zdjęć: 227
  • komentarze: 130
Księga gości: 139
Punkty konkursowe: 1702
Bloog istnieje od: 1137 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 16.02.2010 10:03:52
  • autor: wojtech
  • punkty: 100
  • treść: Naprawde ciekawy blo...